Najpierw wydawało się, że jest bez szans na życie, a potem, że bez szans na adopcję. Adasia ponad pól roku temu przyprowadziła do lecznicy „opiekunka” i zażądała eutanazji psa. Był u niej 10 lat!, Kochał bezwarunkowo swoim psim serduchem. Nie chciała go diagnozować, ani leczyć, powiedziała, że kaszle i nie trzyma moczu. Lekarka weterynarii Oliwia Szaflik napisała do nas czy go uratujemy.

Adaś trafił pod naszą opiekę, zamieszkał w hotelu. Był strasznie zapasiony, zęby w ruinie ( trzeba było usunąć 15), był niekastrowany. Badania krwi wykazały niedoczynność tarczycy i problemy z wątrobą, wizyta u ortopedy potwierdziła, że otyłość zrobiła swoje jeśli chodzi o stawy. Adaś nie może chodzić po schodach. Natomiast okazało się, że psiak absolutnie panuje nad fizjologią, bo za każdym razem podnosi łapkę, świadomie obsikuje teren. Każdemu intersującemu się Adasiem przekazywaliśmy oczywiście wszystkie informacje, tłumów chętnych nie było i jednak perspektywa posikiwania w domu, zamykała rozmowę o adopcji. Aż stał się CUD.

W Teatr BARAKAH na naszej pierwszej akcji adopcyjnej pojawiła się Pani Maria z córką, zaiskrzyło i nic już nie było przeszkodą dla wspólnego razem. W dodatku Pani Maria mieszka na parterze i ma ogrodzony, niewielki ogródek. Kilka dni temu zawiozłam szczęściarza do Pani Marii, po kilku dniach okazało się, że psiak tylko raz zesiusiał się w domu, podchodzi do drzwi i pokazuje, że chce wyjść, a ponieważ jego opiekunka jest na emeryturze, więc nie ma problemu z częstymi wyjściami Adasia do ogródka.

